Bez kategorii

XXXIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Dzisiejsze czytania przybliżają nas do końca roku liturgicznego. Już wkrótce będziemy śpiewać „Rorate caeli desuper” czyli „Spuście rosę niebiosa”  i wołać: „Przyjdź, Panie Jezu”. Czytania z Pisma Świętego podczas dzisiejszej Mszy zapraszają nas do refleksji: kim są chrześcijanie? W co wierzymy? Na co czekamy z utęsknieniem? W literaturze chrześcijańskiej można czasem spotkać krótką, ale treściwą definicję: „chrześcijanin – człowiek oczekiwania”.

Ale na co tak naprawdę czeka człowiek, który w niedzielę spieszy do kościoła?
Czy nie ma nic innego do roboty? Zamiast pospać, zostać przed telewizorem – zbiera się i idzie do świątyni. Dlaczego?

Może od dziecka słyszał, że „tak trzeba”, że „Bóg się obrazi”, że „będziesz miał grzech”. Że świat jest tak skonstruowany, że człowiek wszystkim coś jest winien: szefowi, bankowi, urzędowi, rodzinie – Bogu też.

Ale człowiek wie, że nigdzie nie nadąża. Zniechęca się, macha ręką, czuje, że to ponad jego siły.

I właśnie tu pada zdanie, które ma moc otworzyć oczy.
Efrem Syryjczyk pisał: „Przykazania nie są dane tylko po to, by je wypełniać, ale by zrozumieć, jak słabi jesteśmy”.

Bóg nie jest komornikiem, który przychodzi ściągnąć należność.
Bóg jest Tym, który widzi zmęczenie człowieka i przychodzi mu pomóc.
Bóg jest po stronie słabych.

Gdy człowiek nie daje rady – wtedy właśnie Bóg jest najbliżej.
Nie po to, by rozliczać, ale by podnosić.

W Ewangelii uczniowie zachwycają się świątynią: piękną, złotą, dostojną.
Jezus mówi: „Nie zostanie kamień na kamieniu”.

Dlaczego?

Bo Bóg nie mieszka w marmurach.

Bóg zamieszkuje w swoim ludzie.

Jego obecność nie zależy od architektury i potęgi murów.

Mówi też o tym prorok Malachiasz, zapowiadając „dzień Pana” – nie po to, by straszyć, ale by przypomnieć, że ocalenie przychodzi od Boga, a nie od człowieka.

Św. Paweł zaś kieruje uwagę Tesaloniczan na codzienność: na pracę, wysiłek, odpowiedzialność. Nasze oczekiwanie nie może być oderwane od codzienności. Ma polegać na zwykłej codziennej wierności.

Król Herod budował świątynię prawie 50 lat. Był człowiekiem bogatym i despotycznym. Historycy piszą, że był zamieszany w zabójstwo żony i dzieci. I w ten sposób próbował – jak wielu władców tamtego świata – „dogadać się z Bogiem”, zostawić po sobie złoto, marmur, historię.

Józef Flawiusz pisze, że świątynia lśniła jak złoto w porannym słońcu.
Wydawała się nie do ruszenia.

A Jezus mówi: „Przyjdzie dzień, w którym to się rozsypie”.

Nie dlatego, że Bóg nie chce piękna.

Ale dlatego, że prawdziwa świątynia jest inna.

Żydowscy komentatorzy Tory zwracają uwagę, że w Księdze Wyjścia Bóg mówi: ‘Będę mieszkał pośród nich’. Ale nie w murach, nie w złocie i kamieniu, lecz pośród swojego ludu. Obecność Boga nie zależy od wielkości świątyni, lecz od serca tych, którzy idą za Nim
To samo mówi Jezus: „Gdzie dwóch albo trzech zgromadzi się w imię moje, tam jestem”.

Jezus nie obiecuje łatwej drogi.

Mówi: „Podniosą na was ręce… będą was prześladować”.
W świecie, w którym:

– popularność bywa ważniejsza niż prawda,

– agresja jest bardziej wyrazista niż dobro,

– wiara często jest wyśmiewana,

– chrześcijanie bywają niewygodni,

Pan mówi jedno:

„Wytrwajcie. Nie bójcie się. Ja jestem z wami.”

Chrześcijanin jest wezwany, by trwać przy Panu nawet wtedy, gdy inni się wycofują.

By być światłem nie wtedy, gdy jest jasno, ale wtedy, gdy jest ciemno.

Zdarza się w historii, że prawda bywa niewygodna. Że człowiek wierzący ma zapłacić najwyższą cenę. Ksiądz Jerzy Popiełuszko był tego przykładem. Świat nie lubi ludzi, którzy mówią prawdę i czynią dobro bez kalkulacji.

Ale – jak pisał św. Jan Paweł II – próba wiary to próba wytrwałości.

To wszystko, o czym mówi Jezus, dokonuje się teraz – w tej liturgii.
Przez Eucharystię nie tylko słuchamy o końcu świata.
My przyjmujemy Tego, który zwyciężył świat.

On jest prawdziwą Świątynią, której nie zburzy żadna siła.
On jest Słońcem sprawiedliwości obiecanym przez proroka Malachiasza.
On jest Tym, który daje wytrwałość, gdy sił brakuje.

Za chwilę stanie na tym ołtarzu.

Jeśli jesteś zmęczony – to tu otrzymasz siłę.
Jeśli boisz się przyszłości – to tu otrzymasz pokój.
Jeśli w świecie brakuje ci światła – to tu otrzymasz Światłość.

Dlatego chrześcijanin nie czeka na apokalipsę z lękiem.
Chrześcijanin czeka na Pana – którego spotyka już teraz.

Podnieście głowy.

Pan jest blisko.

dk. Piotr Sokolov

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *