Chcemy dziś mówić spokojnie i prosto, ale z troską, która leży nam wszystkim na sercu o naszej Ojczyźnie.
Bo Msza za Ojczyznę to nie jest „dodatek” do kalendarza. To jest moment, w którym stajemy przed Bogiem razem jako jeden lud. I jeśli dziś coś boli nasz kraj, to właśnie to, że coraz trudniej nam stanąć razem.
W Ewangelii Jezus mówi: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych – Mnie uczyniliście.”
To nie jest przypowieść o polityce.
To jest przypowieść o sumieniu narodu.
Bo Chrystus nie osądza narodów według granic, tylko według serc.
Nie według haseł, tylko według czynów.
Nie według deklaracji, tylko według miłości.
I tu zaczyna się fundamentalna prawda: naród żyje, kiedy ludzie w nim są dla siebie braćmi.
Naród umiera, kiedy ludzie zaczynają być dla siebie wrogami.
Święty Paweł woła: „Jeden jest fundament – Jezus Chrystus.”
Bez tego fundamentu dom się rozsypie, Kościół się rozsypie, naród się rozsypie.
A my?
Powiedzmy szczerze.
W ostatnich latach coraz trudniej nam być dla siebie ludźmi.
Za szybko oceniamy.
Za szybko odrzucamy.
Za wolno słuchamy.
Dom ojczysty pęka nie wtedy, gdy ma przeciwników zewnętrznych,
ale wtedy, gdy wewnętrznie traci wzajemną miłość.
I wtedy wrogowie nie muszą atakować.
Wystarczy, że patrzą i czekają.
Bracie… Siostro…
Naród nie jest abstrakcją.
Naród nie żyje w telewizorze.
Naród to ty i ja.
Naród to nasza codzienna decyzja: czy buduję, czy niszczę?
Kiedy odrzucam człowieka, bo myśli inaczej – osłabiam Ojczyznę.
Kiedy odpłacam złością za złość – pęka więź, za którą zapłacili nasi przodkowie.
Można mieć różne poglądy, ale nie można mieć zimnego serca.
Można się różnić, ale nie można się nienawidzić.
Bo wtedy bardzo łatwo jesteśmy manipulowani.
Wtedy każdy obcy interes może nas rozbić.
Wtedy już nie ma narodu, jest tylko tłum poróżnionych jednostek.
A Chrystus pyta dziś prosto:
„Co uczyniłeś bratu? Co uczyniłaś siostrze? Co uczyniliście najmniejszym?”
I to pytanie kieruje nie tylko do jednostek.
Kieruje do całego narodu.
Mistagogia – prowadzenie ku Eucharystii
Za chwilę na ołtarzu zstąpi Ten, który oddał życie nie za jeden naród, ale za całą ludzkość.
A jednak kochał swój naród. Modlił się za Jerozolimę. Płakał nad nią.
Bo widział, że jeśli ludzie nie będą żyć w pokoju, przyjdzie na nich zniszczenie.
My dziś też stajemy jak Jerozolima:
piękny kraj, wielka historia, wielkie zwycięstwa, wielkie rany.
I wielkie podziały.
Niech ta Eucharystia stanie się dla nas jak lekarstwo z wizji proroka –
jak żywa woda, która wypływa z Bożej Świątyni i uzdrawia to, co chore.
Prośmy dziś o to, by Pan uzdrowił nasz naród z nienawiści, z pogardy, z lęku.
Byśmy potrafili znów być dla siebie braćmi.
Bo bez braterstwa Ojczyzna nie ma przyszłości.
Bracie… Siostro…
Jezus nie mówi dziś: „zmień świat.”
Mówi: „zacznij od jednego najmniejszego.”
Od jednego gestu.
Jednego telefonu.
Jednego pojednania.
Jednego przebaczenia.
Jednego człowieka, którego potraktujesz jak brata.
Tak rodzi się pokój.
Tak rodzi się siła narodu.
Tak rodzi się Ojczyzna.